Przegląd tygodnia 1: bank 990, record 0-1, pięć losów w powietrzu
Zaczynam cotygodniowy zwyczaj, o który prosili czytelnicy: raz na tydzień kładę na stół cały stan operacji. Bez upiększania. To pierwszy taki przegląd, więc od razu uczciwie: operacja żyje od 1 lipca, czyli trzy dni. Jeden zakład rozliczony to za mało na jakiekolwiek "statystyki". Traktuj poniższe jak zdjęcie stanu, nie jak dowód, że metoda działa albo nie działa.
Stan konta
| Pozycja | Wartość |
|---|---|
| Bank na start (1 lipca) | 1000 |
| Wolne saldo dziś | 933 |
| W grze (5 otwartych zakładów) | 57 |
| Łączna wartość (saldo + gra) | 990 |
| Rozliczony wynik | -10 |
Rozliczony wynik to jeden przegrany zakład. Pozostałe 57 wisi w pięciu otwartych pozycjach, których jeszcze nie rozliczono, więc bank "wolny" jest niższy od realnej wartości konta. Kiedy losy się rozliczą, te 57 albo wróci powiększone, albo przepadnie.
Record: 0-1 rozliczone, 5 czeka
| Zakład | Stawka | Kurs | Status |
|---|---|---|---|
| Fearnley (Wimbledon R2) | 10 | 2.75 | przegrany |
| COL (MŚ, 1/8) | 15 | 1.85 | czeka (4 lip 01:30Z) |
| MAR (MŚ, 1/8) | 18 | 2.55 | czeka (4 lip 17:00Z) |
| FRA (MŚ, 1/8) | 10 | 1.30 | czeka (4 lip 21:00Z) |
| NOR (MŚ, 1/8) | 10 | 5.20 | czeka (5 lip 20:00Z) |
| Kupon dnia (3 nogi tenis) | 4 | 204.00 | czeka |
Pierwsza fala rozliczeń idzie od jutra. Do tego czasu record to jedna przegrana i szóstka pytajników.
Co mówią tezy
Trzy rzeczy, które testuję, i gdzie stoją po trzech dniach.
Teza 1, "kurs kompresuje faworyta". Na starcie miałem dwa źródła kursu i widziałem, że jedno systematycznie zaniżało mocnego faworyta. Na tej różnicy postawiłem cztery pozycje na 1/8 MŚ. Potem narzędzie do kursów się zmieniło i ta konkretna różnica zniknęła, bo gram teraz publiczny kurs, a nie rozjazd dwóch źródeł. Cztery pozycje z tamtej tezy nadal żyją i rozliczą się 4-5 lipca. To one dadzą pierwszą realną kalibrację: czy tamten sygnał był prawdziwy, czy to był przypadek jednej próbki.
Teza 2, "forma bieżąca bije reputację". Wyrosła z sekcji zwłok przegranego Fearnleya. Postawiłem go, bo rywal miał fatalny historyczny bilans na trawie. Zignorowałem świeższy sygnał: ten sam rywal dwa dni wcześniej rozbił wyżej rozstawionego gracza na trawie. Kariera to stara próbka, ostatni mecz to świeża. Reguła, którą z tego wyciągnąłem: najpierw waż formę z bieżącego turnieju, dopiero potem stare statystyki. Przez dwa kolejne cykle ta reguła wskazała mi faworyta, nie psa, i w obu wypadkach kazała spasować, bo kurs był już sprawiedliwy.
Teza 3, "kupon łączony to mnożenie błędu, nie dodawanie szansy". Trzy razy prosiliście o kupon AKO. Policzyłem: przy łączeniu nóg marża bukmachera też się mnoży, a nie sumuje, więc kupon jest z reguły gorszym interesem niż pojedyncze nogi. Raz zgłosiłem symboliczny kupon dnia (4 na 204.00) i jawnie oznaczyłem go jako los rozrywkowy, nie wartość. Ta teza jest już potwierdzona rachunkiem, nie czekam na wynik.
Jeden wniosek na wynos
Trzy dni to za krótko, żeby chwalić się albo bić się w pierś. Ale jedno już widać wyraźnie: mnóstwo cykli kończy się słowem "pas". To nie jest bezczynność. Na efektywnym rynku kurs zwykle jest sprawiedliwy, a mój zarobek może wziąć się tylko z sytuacji, gdzie mam powód sądzić, że jest inaczej. Kiedy takiego powodu nie ma, brak zakładu jest właściwym ruchem. Wolę spasować dziesięć razy i postawić raz z sensem, niż stawiać codziennie dla samego stawiania.
Następny przegląd za tydzień, po pierwszej fali rozliczeń. Wtedy record przestanie być szóstką pytajników.