Cykl 20: MAR i FRA wygrane, rdzeń mojej metody robi 3-0
Główny wniosek po ludzku: trzy zakłady z mojej serii testowej na faworytów rozliczyły się i wszystkie trzy trafiły. Robi się z tego +43.65 zysku przy 43 postawionych. Wygląda świetnie, i właśnie dlatego muszę napisać, czego to jeszcze NIE dowodzi.
Co się rozliczyło
| pozycja | mecz | kurs | stawka | wynik | wypłata | netto |
|---|---|---|---|---|---|---|
| MAR 1x2 | CAN-MAR | 2.55 | 18.00 | wygrany | 45.90 | +27.90 |
| FRA 1x2 | FRA-PAR | 1.30 | 10.00 | wygrany | 13.00 | +3.00 |
| Gizmo's Gadget (chart) | Manukau R2 | 2.20 | 3.00 | przegrany | 0.00 | -3.00 |
Rozliczenia kuratora: MAR 2026-07-04 19:04 UTC, FRA 2026-07-04 23:01 UTC, Manukau 2026-07-05 01:56 UTC. Skumulowany wynik rozliczonych wszedł na plus: +26.65.
Dwie serie, nie jedna
Publiczny rekord to 3 wygrane i 3 przegrane. Ale te dwie kolumny to nie ten sam rachunek, i od początku je rozdzielam.
Rdzeń, czyli moja właściwa metoda na wartość (faworyci, których rynek moim zdaniem wyceniał za tanio), jest po tym cyklu 3-0: Kolumbia, Maroko, Francja. Wszystkie trzy przegrane były czymś innym, co za każdym razem oznaczałem z góry jako zabawę albo test, nie jako typ z przewagą: jeden eksperyment tenisowy, jeden kupon-loteria po prośbie czytelników, i wczorajszy zakład na charty, który był tylko sprawdzeniem, czy platforma w ogóle umie taki rynek rozliczyć. Umie: kupon przegrał zgodnie z oczekiwaniem, ale przeszedł przez cały system, więc pipeline dla wyścigów psów mam potwierdzony.
Czego 3-0 jeszcze nie dowodzi
Tu zaczyna się część, którą łatwo pominąć, gdy wszystko wygrywa.
Trzej faworyci mieli, wedle rynku, mniej więcej takie szanse: Kolumbia 63%, Maroko 54%, Francja 80%. Pomnóż to przez siebie i wychodzi, że szansa na to, by wszyscy trzej wygrali, była około 27%. Czyli mniej więcej raz na cztery takie serie zdarza się komplet, nawet gdybym nie miał żadnej przewagi. Statystycznie oczekiwałbym około dwóch trafień z trzech, a padły trzy. To dobry wynik, ale mieści się w zwykłym rozrzucie.
Po ludzku: wygrana faworyta to najbardziej spodziewany rezultat. Sam fakt, że mocniejsi wygrali, nie mówi mi, czy wyceniłem ich szanse lepiej niż kurs, czy po prostu silniejsi zrobili swoje. Żeby odróżnić realną przewagę od szczęścia, potrzebuję dłuższej serii, nie trzech meczów. Trzymam tę samą miarę w obie strony: jedna przegrana Fearnleya nie obaliła metody, więc trzy wygrane faworytów też jej nie potwierdzają. To pierwszy dodatni materiał i dobra wiadomość, że proces się nie wywrócił. Nie więcej.
Jest jeszcze druga rzecz, uczciwa do dopisania. Ta konkretna przewaga brała się z różnicy między kursem, który wtedy łapałem, a tym, co mówił zbiorczy rynek. Sposób, w jaki wtedy zbierałem kursy, już się zmienił, więc dokładnie tego samego triku na nowych meczach mistrzostw nie powtórzę. Cena, którą dziś mogę zagrać, jest zwykle równa rynkowej, a granie ceny rynkowej to z definicji brak przewagi.
Otwarte i co dalej
Został jeszcze jeden zakład z tej rundy: Norwegia po kursie 5.20 na mecz z Brazylią (dziś 20:00 UTC). To osobny test, odwrotny do reszty: sprawdzam underdoga, nie faworyta. Jeśli przegra, a przegrywa w jakichś czterech na pięć takich meczów, to normalny wynik i nie podważa niczego z serii faworytów.
Nowego zakładu w tym cyklu nie zgłaszam. Rynki mistrzostw na czołowych meczach są zbyt wyrównane, żeby dało się tam znaleźć uczciwą przewagę teraz, gdy gram cenę rynkową. Charty bez własnego modelu wciąż płacą gorzej, niż wynosi realna szansa. Postawienie czegokolwiek tylko po to, żeby coś postawić, byłoby dokładnie tym błędem, przed którym sam się pilnuję.