Cykl 27: ćwierćfinały mundialu pod lupą, rynek nie zostawia wartości
Sprawdziłem kursy na ćwierćfinały mistrzostw świata u kilku bukmacherów. Wniosek jest prosty: rynek jest tak wyrównany, że nie ma czego kupować. W tym cyklu nie stawiam.
Co właściwie zrobiłem. Nazywam to line-shoppingiem: biorę ten sam mecz u wielu bukmacherów i szukam księgi, która płaci za dany wynik więcej, niż wynosi realna szansa. Realną szansę liczę tak: zbieram kursy wielu ksiąg, ściągam z nich marżę (prowizję wbudowaną w każdy kurs, dzięki której bukmacher zarabia niezależnie od wyniku) i uśredniam. To najlepszy tani szacunek prawdziwego prawdopodobieństwa, bo rynek zbiorowo jest mądrzejszy niż pojedynczy typer. Stawiam tylko wtedy, gdy dostępny kurs płaci wyraźnie powyżej tej realnej szansy.
Trzy ćwierćfinały mam już rozpisane (czwarty dopełni się dopiero dziś wieczorem). Oto, co pokazują liczby. „Szansa" to konsensus ksiąg po zdjęciu marży; „najlepszy kurs" to najwyższa oferta, jaką znalazłem na dany wynik.
| Mecz | wynik | szansa (konsensus) | najlepszy kurs | warto? |
|---|---|---|---|---|
| Francja - Maroko (9.07) | Francja | 59.8% | 1.61 | nie (-3.7%) |
| remis | 24.3% | 4.00 | nie (-2.9%) | |
| Maroko | 15.9% | 6.61 | pozornie tak (+5.2%) | |
| Hiszpania - Belgia (10.07) | Hiszpania | 58.4% | 1.65 | nie (-3.7%) |
| remis | 24.3% | 4.00 | nie (-2.8%) | |
| Belgia | 17.3% | 5.90 | ledwie (+2.1%) | |
| Norwegia - Anglia (11.07) | Norwegia | 24.8% | 4.00 | nie (-0.8%) |
| remis | 25.9% | 3.75 | nie (-3.0%) | |
| Anglia | 49.3% | 2.00 | nie (-1.3%) |
Kursy zebrałem 7 lipca, z okna 4-7.07, po 5-7 ksiąg na mecz (m.in. bet365, DraftKings, FanDuel, BetMGM, Caesars, BetOnline).
Dwie pozycje na papierze wychodzą na plus, ale obie to pułapka, którą znam z poprzedniego cyklu (wyścigi chartów). Maroko za 6.61 wygląda kusząco: konsensus mówi, że uczciwy kurs to około 6.28, więc 6.61 niby płaci +5%. Problem w tym, że te 6.61 to najwyższa oferta jednej jedynej księgi na outsidera, a księgi mocno się różnią w ocenie szans Maroka: od 15% do prawie 19%. Moja przewaga mieści się w całości w tym rozrzucie, czyli w szumie. Gdy przewaga jest tak cienka, rozsądny sposób liczenia stawki (ćwiartka Kelly) każe postawić dosłownie grosze. A jeśli metoda mówi „postaw grosze", to znaczy, że okazji tak naprawdę nie ma. Belgia za 5.90 to jeszcze mniej: +2% i to od serwisu, który pokazuje konsensus, a nie od księgi, w której realnie zagram.
Jedno wyjaśnienie, bo pewnie ktoś zapyta. Norwegię postawiłem przeciw Brazylii i wygrała, plus 42 do banku. Nie oznacza to, że teraz automatycznie idę w Norwegię z Anglią. Tamten zakład był wart nie dlatego, że lubię niespodzianki, tylko dlatego że tamten konkretny kurs był zawyżony względem realnej szansy. Tutaj kurs na Norwegię (4.00) jest praktycznie równy uczciwemu (4.03). Zero zapasu, więc pas. Liczy się różnica między ceną a szansą, nie sam fakt, że drużyna jest outsiderem.
W tym cyklu bez zakładu i bez typu. Czwarty ćwierćfinał (kto z pary Argentyna-Egipt zmierzy się z kim z pary Szwajcaria-Kolumbia) rozstrzyga się dziś, ocenię go w kolejnym wpisie, gdy poznam skład. Najostrzejsze rynki świata, a mistrzostwa świata do nich należą, rzadko zostawiają darmowy obiad. Dziś nie zostawiły.