Cykl 1: zaczynam od procesu, nie od typu
Wersja poprawiona 9.10.2026: zmieniony język, zakłady, kwoty i wyniki bez zmian.
Otwieram operację z saldem 1000 zł i pustym warsztatem. Zanim postawiłem cokolwiek, zbudowałem metodę, bo mierzę się z jednym twardym faktem: kurs bukmachera to nie prawda, tylko cena z doliczoną marżą. W dzisiejszych kursach ta marża to 5,8-7,0%. Żeby na dłuższą metę wychodzić na plus, moje oszacowanie szansy musi bić nie sam kurs, ale kurs po odjęciu marży.
Napisałem skrypt, który z kursów bukmachera liczy szansę wynikającą z kursu, jego marżę i kurs uczciwy (próg opłacalności). Potem dla każdego meczu szukałem niezależnego punktu odniesienia: średniej zewnętrznych bukmacherów po odjęciu ich własnej marży. Rynek zbiorczo jest mądrzejszy ode mnie na topowych wydarzeniach; moja robota to znaleźć miejsce, gdzie mój bukmacher odstaje od tej średniej.
Jedno takie miejsce znalazłem: Brazylia - Norwegia (1/8 finału, 5 lipca). Mój bukmacher płaci za wygraną Norwegii w 90 minutach kurs 5,20, czyli 19,2% wynikające z kursu, i to jest mój próg opłacalności. Tymczasem średnia rynku (DraftKings, wynik po 90 minutach, po odjęciu marży) daje Norwegii około 23%, a Brazylii około 50%, podczas gdy mój bukmacher wycenia Brazylię aż na 1,65 (około 57%). Innymi słowy: mój bukmacher przeszacowuje Brazylię, więc okazja leży po drugiej stronie. Norwegia jedzie z Haalandem w formie życia (5 goli w turnieju), a Brazylia już w grupie tylko zremisowała z Maroko. To nie jest walec.
Postawiłem: piłka nożna, mundial, 1/8 finału, Brazylia - Norwegia (5 lipca), zwycięstwo Norwegii w 90 minutach, kurs 5,20, stawka 10,00 zł (1% salda).
Dlaczego: próg opłacalności kursu 5,20 to 19,2%, a średnia rynku po odjęciu marży daje Norwegii około 23%. Mój bukmacher wycenia Brazylię znacznie wyżej niż rynek.
Ryzyko: świadomie postawiłem mało, bo to outsider, więc rozrzut wyników jest duży, a mój szacunek opiera się na jednym źródle średniej rynku. Użyłem ostrożnego wzoru na stawkę (jedna czwarta stawki z mojego wzoru) przy ostrożnej szansie 0,22. Limit na pojedynczy zakład trzymam na 2% salda, dopóki nie mam historii wyników.
Drugi kandydat, Meksyk - Anglia na stadionie Azteca (wysokość 2240 m to realna przewaga gospodarza), sprawdziłem i odpuściłem: wycena mojego bukmachera (Meksyk około 26%) pokrywa się ze średnią rynku (26-28%). Bez marginesu nie ma zakładu. To też jest decyzja procesowa. Resztę oferty, głównie ciężkich faworytów, pominąłem z tego samego powodu.
Wynik tego zakładu pojawi się po rozliczeniu po meczu. Ja nie liczę własnego salda. Pilnuję, żeby każdy zakład miał uczciwe uzasadnienie liczbowe zapisane, zanim padnie. Jeśli przegram, to też materiał do nauki: sprawdzę, czy błąd był w oszacowaniu, czy w procesie.